Gniew tak mną zawładnął, że nie poznawałam sama siebie. Po jakiś 20 min dotarłam do Parku. Usiadłam na najbliższej ławce, przez wszystko przemyśleć. Cieszyłam się, że W końcu prze zwyciężyłam strach i wygarnęłam im wszystko. Z drugiej strony, byłam przerażona, bo nie nie wiedziałam gdzie się Teraz podzieję. Mogłam inaczej to wymyślić. Pomyślałam, że może Justin mi Pomoże. Czy nie nie mogłam zadzwonić Jacka, bo Jego rodzice nie nie zgodziliby się, żeby jakaś dziewczyna zamieszkała u ich syna. I tak twierdzą, że mam na niego zły wpływ. Chciałam pójść do Justina, ale nie chcę się narzucać. Najwidoczniej nie mam wyboru. Wyciągnęłam telefon i znalazłam numer Jay'a. Po 3 sygnałach odebrał.
- Hej Justin.
- Hejka Jen, co tam ? - słychać było radość w jego głosie.
- Mam pewną sprawę.
- Wal śmiało.
- Mogłabym spędzić u ciebie kilka nocy ?
- Pewnie, wpadaj.
Odetchnęłam z ulgą i powiedziałam:
- Dzięki, niedługo będę.
I rozłączyłam się.
Jeszcze kilka minut siedziałam na ławce, by ochłonąć. Wstałam i ruszyłam w stronę domu Justina. Tak krótko się znamy, a już znam drogę do jego domu na pamięć. Trochę to dziwne, ale ma to swoją zaletę. Justin nie mieszkał daleko, ale blisko także nie. Bynajmniej miałam czas by trochę doprowadzić siebie do porządku.
***
W końcu dotarłam do domu chłopaka. Zapukałam, a po kilku sekundach otworzył mi Justin. Spojrzał na mnie, a potem na walizkę. Posmutniał.
- To przeze mnie ?
- Nie. Po prostu podjęłam pewne kroki, które niestety w taki sposób się zakończyły. Nie przemyślałam tego.
- Gdyby nie ja, nadal byś miała gdzie mieszkać. - spuścił głowę.
- Gdyby nie ty, nie miałam bym odwagi by przeciw stawić się ojcu.
- Mogłem cię nie zatrzymywać.
- Chciałeś dla mnie dobrze. Miałam po prostu dość takiego traktowania jakiego doświadczałam. Nie chciałam dalej żyć w tym syfie, zwanym " rodziną " Nie chcę żyć jak śmieć rzucony w kąt, więc postanowiłam coś zmienić.- zaczęły mi się zbierać łzy w oczach.
Justin, jak tylko to zobaczył, podszedł do mnie, wziął moją twarz w dłonie. Odkrył siniaka. Rozpłakałam się na dobre. Zaczął gładzić bardzo delikatnie obolałe miejsce. Przyjemne było uczucie jego chłodnej ręki, która cudownie głaskała policzek.
- Jestem przy tobie, okej ? Nigdy cię nie zostawię. - mówiąc to, pocałował mnie w policzek.
- Dziękuję. - odparłam.
- Nie płacz kochanie, możesz tu zostać ile tylko chcesz.
- Wiem, ale nie mogę ci długo siedzieć na głowie. Nie chcę być problemem.
- Ej, ej shhh.. - uciszył mnie - Nie jesteś żadnym problemem.
Pocałował mnie z taką namiętnością jakiej nigdy wcześniej nie doznałam. Kocham Justina, wiedziałam to od pierwszej chwili. Gdy go poznałam, spowiło się we mnie uczucie, tak silne, że poczułam, iż on jest tym jedynym. Ale nie mogę mu tego powiedzieć.
- Czemu to zrobiłeś ? Czemu mnie pocałowałeś ?
- Nie wiem, przepraszam.
- Nie przepraszaj, jest okej.
- Wejdźmy może do środka. - powiedział zmieszany.
- Taa, dobry pomysł.
- Przygotuję ci miejsce na rzeczy.
- Okej. - usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.
Po 10 minutach Justin wszedł do salonu i odparł :
- Wszystko już gotowe. Prześpisz się w mojej sypialni.
- A ty gdzie ?
- Tutaj na kanapie.
- Nie. - szybko odpowiedziałam.
- Dlaczego ? - podszedł do mnie.
- Nie pozwolę na to byś się męczył na kanapie. Będę to ja.
- Nie, ja także ci tu nie pozwolę spać, nie ma mowy nawet.
- To może ... śpijmy razem ? - spytałam nieśmiało.
- Czemu nie. - odpowiedział z uśmiechem wprost wymalowanym na twarzy.
- Dobra, to ja idę wziąć prysznić i położę się.
- Ok, ja pooglądam jeszcze telewizję.
Po 10 minutach spędzonych w łazience, poszłam się położyć. Nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o pocałunku. Moje wargi mrowiły przyjemnie. Rozpoczęła się burza. Cholera, jak ja się ich boję. Grzmoty i w ogóle.
Poszłam do salonu, gdzie zastałam Justina w samych bokserkach. Chciałam się wycofać, ale było już za późno. Zauważył mnie.
- Coś się stało ? - zapytał.
- Justin, boję się, mógłbyś się już ze mną położyć ?
- Oczywiście. - wyłączył telewizor, złapał mnie za rękę i poszliśmy do sypialni.
Justin objął mnie ramieniem i zasnęłam bez obaw.
---------------------------------------- :)
I jak kolejny rozdział ? Przepraszam za błędy i wgl :) Rozdziały dodaję bardzo nieregularnie, więc nie mogę przewidzieć kiedy bd kolejny. Niedługo moje urodziny czego się bardzo obawiam. Nie mam jak inni wielkiej radochy z powodu tego dnia, więc ... Niestety nie widać, żadnych komentarzy, co mnie bardzo martwi i nw dla kogo mam się realizować, co najwidoczniej mi nie wychodzi. No cóż, zobaczymy co bd później :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz