piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 5

        Gniew tak mną zawładnął, że nie poznawałam sama siebie. Po jakiś 20 min dotarłam do Parku. Usiadłam na najbliższej ławce, przez wszystko przemyśleć. Cieszyłam się, że W końcu prze zwyciężyłam strach i wygarnęłam im wszystko. Z drugiej strony, byłam przerażona, bo nie nie wiedziałam gdzie się Teraz podzieję. Mogłam inaczej to  wymyślić. Pomyślałam, że może Justin mi Pomoże. Czy nie nie mogłam zadzwonić Jacka, bo Jego rodzice nie nie zgodziliby się, żeby jakaś dziewczyna zamieszkała u ich syna. I tak twierdzą, że mam na niego zły wpływ. Chciałam pójść do Justina, ale nie chcę się narzucać. Najwidoczniej nie mam wyboru. Wyciągnęłam telefon i znalazłam numer Jay'a. Po 3 sygnałach odebrał.
        - Hej Justin.
    - Hejka Jen, co tam ? - słychać było radość w jego głosie.
    - Mam pewną sprawę.
    - Wal śmiało.
    - Mogłabym spędzić u ciebie kilka nocy ?
    - Pewnie, wpadaj.
        Odetchnęłam z ulgą i powiedziałam:
        - Dzięki, niedługo będę.
        I rozłączyłam się.
       Jeszcze kilka minut siedziałam na ławce, by ochłonąć. Wstałam i ruszyłam w stronę domu Justina. Tak krótko się znamy, a już znam drogę do jego domu na pamięć. Trochę to dziwne, ale ma to swoją zaletę. Justin nie mieszkał daleko, ale blisko także nie. Bynajmniej miałam czas by trochę doprowadzić siebie do porządku.
***
        W końcu dotarłam do domu chłopaka. Zapukałam, a po kilku sekundach otworzył mi Justin. Spojrzał na mnie, a potem na walizkę. Posmutniał.
    - To przeze mnie ?
    - Nie. Po prostu podjęłam pewne kroki, które niestety w taki sposób się zakończyły. Nie przemyślałam tego.
    - Gdyby nie ja, nadal byś miała gdzie mieszkać. - spuścił głowę.
    - Gdyby nie ty, nie miałam bym odwagi by przeciw stawić się ojcu. 
    - Mogłem cię nie zatrzymywać.
    - Chciałeś dla mnie dobrze. Miałam po prostu dość takiego traktowania jakiego doświadczałam. Nie chciałam dalej żyć w tym syfie, zwanym " rodziną " Nie chcę żyć jak śmieć rzucony w kąt, więc postanowiłam coś zmienić.- zaczęły mi się zbierać łzy w oczach.
         Justin, jak tylko to zobaczył, podszedł do mnie, wziął moją twarz w dłonie. Odkrył siniaka. Rozpłakałam się na dobre. Zaczął gładzić bardzo delikatnie obolałe miejsce. Przyjemne było uczucie jego chłodnej ręki, która cudownie głaskała policzek. 
    - Jestem przy tobie, okej ? Nigdy cię nie zostawię. - mówiąc to, pocałował mnie w policzek.
    - Dziękuję. - odparłam.
    - Nie płacz kochanie, możesz tu zostać ile tylko chcesz.
    - Wiem, ale nie mogę ci długo siedzieć na głowie. Nie chcę być problemem.
    - Ej, ej shhh.. - uciszył mnie - Nie jesteś żadnym problemem.
       Pocałował mnie z taką namiętnością jakiej nigdy wcześniej nie doznałam. Kocham Justina, wiedziałam to od pierwszej chwili. Gdy go poznałam, spowiło się we mnie uczucie, tak silne, że poczułam, iż on jest tym jedynym. Ale nie mogę mu tego powiedzieć.
    - Czemu to zrobiłeś ? Czemu mnie pocałowałeś ?
    - Nie wiem, przepraszam.
    - Nie przepraszaj, jest okej.
    - Wejdźmy może do środka. - powiedział zmieszany.
    - Taa, dobry pomysł.
    - Przygotuję ci miejsce na rzeczy.
    - Okej. - usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.
   Po 10 minutach Justin wszedł do salonu i odparł :
    - Wszystko już gotowe. Prześpisz się w mojej sypialni.
    - A ty gdzie ?
    - Tutaj na kanapie. 
    - Nie. - szybko odpowiedziałam.
    - Dlaczego ? - podszedł do mnie. 
    - Nie pozwolę na to byś się męczył na kanapie. Będę to ja.
    - Nie, ja także ci tu nie pozwolę spać, nie ma mowy nawet.
    - To może ... śpijmy razem ? - spytałam nieśmiało.
    - Czemu nie. - odpowiedział z uśmiechem wprost wymalowanym na twarzy.
    - Dobra, to ja idę wziąć prysznić i położę się.
    - Ok, ja pooglądam jeszcze telewizję.
       Po 10 minutach spędzonych w łazience, poszłam się położyć. Nie mogłam zasnąć. Wciąż myślałam o pocałunku. Moje wargi mrowiły przyjemnie. Rozpoczęła się burza. Cholera, jak ja się ich boję. Grzmoty i w ogóle. 
       Poszłam do salonu, gdzie zastałam Justina w samych bokserkach. Chciałam się wycofać, ale było już za późno. Zauważył mnie.
    - Coś się stało ? - zapytał.
    - Justin, boję się, mógłbyś się już ze mną położyć ?
    - Oczywiście. - wyłączył telewizor, złapał mnie za rękę i poszliśmy do sypialni.
       Justin objął mnie ramieniem i zasnęłam bez obaw.

----------------------------------------  :)

I jak kolejny rozdział ? Przepraszam za błędy i wgl :) Rozdziały dodaję bardzo nieregularnie, więc nie mogę przewidzieć kiedy bd kolejny. Niedługo moje urodziny czego się bardzo obawiam. Nie mam jak inni wielkiej radochy z powodu tego dnia, więc ... Niestety nie widać, żadnych komentarzy, co mnie bardzo martwi i nw dla kogo mam się realizować, co najwidoczniej mi nie wychodzi. No cóż, zobaczymy co bd później :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 4

         Obudziłam się rzeźka, lecz bez Justina obok siebie. Wstałam i poszłam do łazienki, lecz jego tam nie było. Wyszłam z pokoju i zeszłam do kuchni. Zapachniało jajecznicą.
- Głodna ? – zapytał chłopak nie odwracając się nawet.
- Bardzo. – zaburczało mi w brzuchu.
- No to świetnie. Mam nadzieję, że nie jesteś na nic uczulona ? – zapytał z uśmiechem.
- Nie, więc masz szczęście. – odpowiedziałam, śmiejąc się – Po śniadaniu będę musiała iść do domu.
- Tak wcześnie ? Jest dopiero 9:00. – powiedział z rozczarowaniem.
- Serio ? To już muszę spadać, żeby nie było kolejnej akcji z ojcem.  Wolę nie ryzykować.
- Spokojnie. Najpierw coś zjedz. Po śniadaniu odwiozę cię.
- Ale … ?
- Głodnej cię nie puszczę.
- No dobra.
       Po śniadaniu Justin odwiózł mnie. Niestety nie myliłam się co do ojca. Spotkała mnie kara.
- Gdzie byłaś ? – spytał ojciec z wściekłością.
- U kolegi. Przecież napisałam sms-a.
- I to wszystko ?! SMS ?! Nawet się nie zapytałaś, czy możesz. Pół nocy żeśmy się z matką zamartwiali ! – zaczął krzyczeć tak głośno, że pewnie sąsiedzi słyszeli każde słowo.
- Ja was nawet nie obchodzę, a ty mi wciskasz kit, że się zamartwialiście ? Nigdy w życiu bym w to nie uwieżyła. – powiedziałam to wszystko z ironicznym uśmieszkiem. – Chyba nie myślisz, że zamydlisz mi oczy taką zakłamaną gadką.
I nagle CHLAST !!!
- Nie waż się tak mówić, rozumiesz ?! A teraz marsz do swojego pokoju i nie pokazuj mi się na oczy. – patrzał na mnie jakby chciał mnie zamordować.
- Nienawidzę cię ! Mam dość tego, że traktujesz mnie jak szmatę. Możesz zapomnieć, że kiedykolwiek miałeś córkę. – mówiłam to z takim obrzydzeniem do jego osoby, że chciało mi się wymiotować.
          Ojciec pobladł, a ja pobiegłam na górę do swojego pokoju i zaczęłam się pakować swoje rzeczy. Po kilkunastu minutach przyszła mama próbowała mnie udobruchać.
- Skarbie ?
- Czego chcesz ? Masz czelność tu przychodzić ? Cały czas tylko patrzyłaś jak ojciec mnie bił. Nic z tym nie robiłaś, a nawet udawałaś, że nic sie nie stało. Gdzie byłaś kiedy Cię potrzebowałam ?! No gdzie ?! – zawładnął mną gniew. Ucieszyłam się w duchu, że w końcu miałam odwagę wygarnąć jej to wszystko prosto w twarz.
- Ale skarbie ? – mówiła do mnie błagalnym tonem
- Co skarbie ?! Nie skarbuj mi teraz. Zrozum to. Nie jestem już dzieckiem i nie pozwolę sobą pomiatać. Nie chcę cię widzieć. Wynoś się ! – mój gniew osiągnął wysoki poziom.
- Ale … ?
- Wynoś się !!!
          W końcu wyszła i mogłam zakończyć pakowanie. Zeszłam po schodach i kierując się już w stronę drzwi, powiedziałam :
- Mam nadzieję, że nie zobaczę was nigdy więcej, bo nie mam zamiaru znowu przechodzić tego koszmaru. – zdecydowanym ruchem otworzyłam drzwi i wyszłam. W opddali było słychać szloch matki, ale nie zwracałem na niego uwagi.
-------------------------------- :)
Uhuu, dzieje się u Jenny :))
I jak kolejny rozdział ? Mam nadzieję, że moje wypociny nie ida na marne ? :)
No to do następnego rozdziału :) <33
CZYTASZ = KOMENTUJESZ :))

Rozdział 3

       Spotykaliśmy się w wolnych chwilach, lecz ciągle obawiałam się komplikacji. Wciąż było jakieś „ale”. Sądziłam, że gdy będziemy wystarczająco blisko, on zapyta „dlaczego ?” patrząc na moje okaleczenia, a ja rozpadnę się na miliony kawałków. Nie chciałam mówić o moim życiu, bo to było zbyt bolesne dla mnie. Ojciec był biznesmenem, więc ciągle nie było go w domu, lecz gdy już był i siedział w swoim fotelu ze szklanką whiskey w ręku, to wiedziałam, że coś poszło nie tak i za każdym razem, gdy zobaczył mnie przechodzącą niedaleko, zawołał mnie i wyżywał się na mnie uderzeniem w twarz pod pretekstem złych ocen, nie słuchania się mamy, czy późne powrotu do domu. Zawsze coś wymyślił. Matka nic z tym nie robiła, zawsze udawała, że nic nie widziała. Wtedy zaczęłam się ciąć, bo to mnie uspokajało. Gdy krew wypływała z rany w myślach mówiłam sobie, że razem z krwią wypływają ze mnie wszystkie smutki, wszystko co złe. Kiedy miałam siniaki na twarzy od uderzenia ojcowskiej ręki, w szkole mówiłam, że wywaliłam się lub coś. Wtedy cała szkoła śmiała się ze mnie, że jestem kaleką na większą skalę. Na szafkach, drzwiach przeróżnych klas, gazetkach, widniały zdjęcia z moją podobizną. Były wywieszane po każdym nowym siniaku. Nawet moje najlepsza przyjaciółka odwróciła się ode mnie, bo bała się, że z niej też będą drwić. Więc zostałam z tym sama.
        W tym momencie byłam z Justinem na spacerze. Szliśmy w milczeniu. Ptaki w parku kwiliły radośnie. Ja nie miałam się z czego cieszyć. W głowie wyświetlał mi się obraz ojca bijącego mnie, zdjęcia ze szkoły i śmiechy. Ciągle śmiechy. Nagle wybuchłam płaczem. Justin od razu mnie przytuli i uciszał.
– Co się stało ?
– Zabierz mnie stąd. Proszę.
– Dobrze, pójdziemy do mnie.
         Przytulił mnie mocno, wziął mnie na swoje silne ramiona i zaniósł do siebie. Płakałam w jego bluzę. Kiedy wreszcie dotarliśmy, wniósł mnie do domu, a potem do swojego pokoju. Usadowił mnie na łóżku. Usiadł obok i zaczęłam mu wszystko opowiadać od początku do końca. Kiedy skończyłam opowiadać zaczęliśmy rozmawiać. Gadaliśmy całą noc. Spojrzałam na zegarek, widniała na nim godzina 02:31. Zamarłam.
– O matko ! Przecież rodzice mnie zabiją. Muszę iść do domu.
– Nigdzie nie idziesz. Jest noc i nie wiadomo kogo spotkasz na ulicy. Zostaniesz tu. Napisz do rodziców, że przenocujesz u mnie.
– Na pewno ? – spytałam.
– Na pewno – odpowiedział pewny siebie.
– No dobra.
– No to ty będziesz spała na moim łóżku, a ja prześpię się na fotelu by dotrzymać ci towarzystwa. Idę pod prysznic.
– Ok. Ja napiszę do mamy.
– Spoko.


Do : Mama
Jestem u kolegi. Nic mi nie jest. Nie musicie się martwić.



Po jakichś 15 min. Justin wyszedł z łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Nie zaprzeczam: ma niezłe ciało.
– Twoja kolej. Napisałaś do mamy, że nocujesz u mnie ?
– Tak.
– Ok. Ręczniki są w łazience w szafce. Trzymaj – rzucił mi spodnie dresowe i białą koszulkę – musisz mieć coś do ubrania.
– Dzięki – poszłam w stronę łazienki.
      Zaczęłam się rozbierać. W końcu weszłam pod prysznic, odkręciłam wodę i pozwoliłam, by krople wody otuliły moje ciało. Po chyba 10 min. wyszłam i owinęłam się ręcznikiem. Spojrzałam w lustro i ujrzałam swoją twarz. Wiedziałam na pewno, że nie nadaję się do wszystkiego. Jestem taka słaba. Nagle zaczęłam płakać.
– Czy coś się stało ? – zapytał wchodząc do łazienki z troską w oczach.
– Jestem odrażająca – rozpłakałam się jeszcze bardziej.
– Czemu tak sądzisz ? – otulił mnie ramieniem, a ja oparłam czoło o jego klatkę piersiową.
– Nawet nie potrafię poradzić sobie z problemami. Jestem bezużyteczna. – Nadal nie potrafiłam powstrzymać łez.
– To nie prawda. Dla mnie zawsze będziesz piękna, mądra i silna. Nie słuchaj tych, którzy życzą ci źle. Ludzie nie są warci czyichś łez, a już na pewno nie twoich.
– Dziękuję, że jesteś przy mnie. Nie wiem czy poradziłabym sobie bez ciebie.
– Ważne, że jesteś szczęśliwa. Już wszystko dobrze ? – kochałam go za tą troskę o mnie.
– Tak. Dziękuję.
– Po to jestem. – Jego uśmiech tak mnie rozpraszał, że nie wiedziałam co zrobić. Wychodząc pocałował mnie w czoło.
     Gdy Justin wyszedł z łazienki, zrzuciłam ręcznik i ubrałam się. Weszłam do pokoju i położyłam się do łóżka. Śledziłam ruchy Justina, gdy gasił światło i układał się do snu na niewygodnym fotelu.. Po kilku sekundach spędzonych w ciszy powiedziałam :
– Justin ?
– Tak ?
– Zaśniesz ze mną ?
– Dobrze.
Justin położył się obok mnie i przytulił się. Zasnęliśmy szybko. Wtedy byłam szczęśliwa.

---------------------- :)
I jak wrażenia po kolejnym rozdziale ?? :) Mam nadzieję, że miłe :)
Już niedługo kolejny :D

CZYTASZ = KOMENTUJESZ :)

Rozdział 2

    Jakąś godzinę później skończyliśmy nasze pogaduszki. Opowiedział mi o sobie i o tym jaki ma pech do dziewczyn. Powiedział, że zakochał się w pewnej dziewczynie, ale ona była z nim tylko dlatego, by być blisko jego brata.Justin nie utrzymuje już z nim kontaktu, bo nie chce by to się powtórzyło. Nie chce znowu być okłamywany i wykorzystywany.
Moi rodzice nie potrzebowali mnie. Mówili mi jak bardzo mnie kochają i wgl ale to było jakieś 10 lat temu. Teraz to nawet chyba nawet nie wiedzą, że istnieję. Wchodzę do domu jak cień. Nikt mnie nie przywita. Jestem jak powietrze – niezauważalne dla ludzkiego oka. Chciałabym być dla kogoś ważna. Nie sądzę, by to nastąpiło, ale pomarzyć dobra rzecz. Gdy Justin odprowadzał mnie, zauważył moje zamyślenie.
– O czym tak rozmyślasz ?
– Ja nie rozmyślasz.
– No jak nie ? Przecież widzę, że jesteś nieobecna.
– Przepraszam, po prostu dzisiaj, przed naszym spotkaniem, coś się wydarzyło.
– Co takiego ? – spytał zaciekawiony.
– Spędziłam czas na moście. Tam poznałam chłopaka. Nie wiem czemu, ale on martwił się o mnie. Nawet go nie znałam. Pewnie myślał, że coś sobie zrobię. Nawet przeszło mi to przez głowę, ale nie chciałam dopuścić tej myśli na dłuższy czas, by nie zagnieździła się we mnie i nie rujnowała mnie od środka. Miło było poczuć,że ktoś poświęca ci uwagę. Nie taką, że musi, lecz taką, że chce.
– Pewnie dobrze się czułaś w jego obecności ?
– Tak, ale nie tak dobrze jak przy tobie. – oboje wybuchnęliśmy śmiechem, choć wiedziałam, że to prawda. Miałam nadzieję, że on to wie.

------------ :)
No i 2 rozdział za nami :) Mam nadzieję, że się podoba :)
Nieco krótszy od poprzedniego :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ <33

Rozdział 1

    Siedziałam na moście. Jej już nie było. Odeszła, zostawiła mnie. Od kilku dni czuję pustkę, którą ona zawsze zapełniała swoją obecnością. Został mi tylko Jake
– Czy coś się stało ? – spytał chłopak, który pojawił się jakby znikąd.
– Nie, wszystko dobrze, tak tylko stoję. – odpowiedziałam zmieszana.
– Cześć, jestem Mark – wyciągnął do mnie rękę z uśmiechem na ustach.
– Hej, jestem … jestem … yyy … -moje zmieszanie dawało się we znaki. Czemu zobaczył mnie akurat w takiej sytuacji.
– Spokojnie, nie jestem groźny, nic ci nie zrobię – z czułością w głosie mówił do mnie zbliżając się powoli z otwartymi ramionami.
    Odsuwałam się od niego zakrywając moje nadgarstki, choć widziałam, że zauważył moje nacięcia.. Nie chciałam by zadawał pytania.
– Czy na pewno wszystko ok ? – spytał zmartwiony.
– Tt – tt – ttak, tak myślę – nie wiedziałam co powiedzieć – m – mmu – muszę już iść.
– Ale zaczekaj, powiedz mi chociaż jak masz na imię? – krzyknął za mną Mark.
    Biegłam przed siebie, nie odwracałam się , lecz chciałam ostatni raz spojrzeć na niego. I spojrzałam. Niestety nie zdążyłam się odwrócić i uderzyłam w chłopaka o zabójczym uśmiechu.
– O, przepraszam nie zauważyłam Cię – powiedział chłopak.
– Nie, to moja wina, nie patrzyłam, gdzie biegnę – ukrywając moje zainteresowanie jego osobą.
– To nic, jak masz na imię? – spytał mnie nowo poznany.
– Jestem Jenny, a ty? – moje zainteresowanie wzięło w górę.
– Justin, miło mi Cię poznać Jenny – uśmiechnął się przyjacielsko, a mi uginały się kolana, gdy widziałam jego śnieżnobiałe zęby.
    Podałam mu rękę, niestety podczas tego manewru odkryłam swoje okaleczenie. Zobaczyłam jego zmieszanie na twarzy i pomyślałam, że pewnie już jestem spalona u tego chłopaka. Jednak on postanowił zmienić temat, by polepszyć sytuację. Zrobiło mi się głupio, gdy zobaczył to co widnieje na moich rękach.
– Może pójdziemy na kawę i ciastko ? – spytał mnie mój nowy znajomy.
– Czemu nie – odpowiedziałam mu z małym uśmiechem.
Poszliśmy w stronę najbliższej kawiarenki rozmawiając i śmiejąc się.

----------------------- :)
No i 1 rozdział :) Podobało się ?? :) Trochę krótki, ale niedługo będą dłuższe :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ :D

Prolog

Życie nie ma sensu. Ojciec tyran, słaba matka, nienawiść brata, śmierć przyjaciółki. Został mi tylko Jack. Choć pewnie i on odwróci sie ode mnie. Życie codziennie daję mi porządnego kopa. Upadam na kolana i próbuję wstać. Bez skutku. Spadam w dno. Wchodzę po drabinie z myślą, że ktoś czeka na mnie tam na górze. Głupia naiwność. Idiotka, która sobie nie radzi, wciąż jest pośród żywych. Jak długo ?

Zapraszam do czytania mojego bloga :) <333