czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 4

         Obudziłam się rzeźka, lecz bez Justina obok siebie. Wstałam i poszłam do łazienki, lecz jego tam nie było. Wyszłam z pokoju i zeszłam do kuchni. Zapachniało jajecznicą.
- Głodna ? – zapytał chłopak nie odwracając się nawet.
- Bardzo. – zaburczało mi w brzuchu.
- No to świetnie. Mam nadzieję, że nie jesteś na nic uczulona ? – zapytał z uśmiechem.
- Nie, więc masz szczęście. – odpowiedziałam, śmiejąc się – Po śniadaniu będę musiała iść do domu.
- Tak wcześnie ? Jest dopiero 9:00. – powiedział z rozczarowaniem.
- Serio ? To już muszę spadać, żeby nie było kolejnej akcji z ojcem.  Wolę nie ryzykować.
- Spokojnie. Najpierw coś zjedz. Po śniadaniu odwiozę cię.
- Ale … ?
- Głodnej cię nie puszczę.
- No dobra.
       Po śniadaniu Justin odwiózł mnie. Niestety nie myliłam się co do ojca. Spotkała mnie kara.
- Gdzie byłaś ? – spytał ojciec z wściekłością.
- U kolegi. Przecież napisałam sms-a.
- I to wszystko ?! SMS ?! Nawet się nie zapytałaś, czy możesz. Pół nocy żeśmy się z matką zamartwiali ! – zaczął krzyczeć tak głośno, że pewnie sąsiedzi słyszeli każde słowo.
- Ja was nawet nie obchodzę, a ty mi wciskasz kit, że się zamartwialiście ? Nigdy w życiu bym w to nie uwieżyła. – powiedziałam to wszystko z ironicznym uśmieszkiem. – Chyba nie myślisz, że zamydlisz mi oczy taką zakłamaną gadką.
I nagle CHLAST !!!
- Nie waż się tak mówić, rozumiesz ?! A teraz marsz do swojego pokoju i nie pokazuj mi się na oczy. – patrzał na mnie jakby chciał mnie zamordować.
- Nienawidzę cię ! Mam dość tego, że traktujesz mnie jak szmatę. Możesz zapomnieć, że kiedykolwiek miałeś córkę. – mówiłam to z takim obrzydzeniem do jego osoby, że chciało mi się wymiotować.
          Ojciec pobladł, a ja pobiegłam na górę do swojego pokoju i zaczęłam się pakować swoje rzeczy. Po kilkunastu minutach przyszła mama próbowała mnie udobruchać.
- Skarbie ?
- Czego chcesz ? Masz czelność tu przychodzić ? Cały czas tylko patrzyłaś jak ojciec mnie bił. Nic z tym nie robiłaś, a nawet udawałaś, że nic sie nie stało. Gdzie byłaś kiedy Cię potrzebowałam ?! No gdzie ?! – zawładnął mną gniew. Ucieszyłam się w duchu, że w końcu miałam odwagę wygarnąć jej to wszystko prosto w twarz.
- Ale skarbie ? – mówiła do mnie błagalnym tonem
- Co skarbie ?! Nie skarbuj mi teraz. Zrozum to. Nie jestem już dzieckiem i nie pozwolę sobą pomiatać. Nie chcę cię widzieć. Wynoś się ! – mój gniew osiągnął wysoki poziom.
- Ale … ?
- Wynoś się !!!
          W końcu wyszła i mogłam zakończyć pakowanie. Zeszłam po schodach i kierując się już w stronę drzwi, powiedziałam :
- Mam nadzieję, że nie zobaczę was nigdy więcej, bo nie mam zamiaru znowu przechodzić tego koszmaru. – zdecydowanym ruchem otworzyłam drzwi i wyszłam. W opddali było słychać szloch matki, ale nie zwracałem na niego uwagi.
-------------------------------- :)
Uhuu, dzieje się u Jenny :))
I jak kolejny rozdział ? Mam nadzieję, że moje wypociny nie ida na marne ? :)
No to do następnego rozdziału :) <33
CZYTASZ = KOMENTUJESZ :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz